wildwolf | e-blogi.pl
Diabelski zakład 2013-12-06

Szał


W krainie cieni, gdzie bólu jest wiele.
Gdzie nikt w życiu nie słyszał o Bogu, kościele...
W wilgotnej jamie na szczycie góry,
Mieszka Belzebub, gość z niego ponury.
Wciąż knuje intrygi wielce tragiczne.
Uczynki niecne na koncie ma liczne.
I teraz także jak przystało na gbura.
Uknuła intrygę ta kreatura.


Na skraju lasu w chatce ubogiej.
Gdzie nie brak spokoju i ciszy błogiej,
Mieszkał tam rybak- chłop bogobojny.
Bardzo poczciwy i wielce spokojny.
A wraz z nim córka przepiękna mieszkała,
Lecz chora była i w łóżku leżała.
Gdy panna śmierci była już bliska,
Wyskoczył Belzebub wnet z paleniska.
Chłop krzyżyk chwycił i w kąt się schował,
Lecz diabeł miast straszyć, pomoc proponował.
"Słuchaj rybaku twa córka już kona.
Załóż się ze mną, a przeżyje ona.
Jako że chłop córkę miłował,
Nawet się z diabłem nic nie targował.
Pióro on tylko w krwi swej umoczył
I pakt podpisał, i nic się nie boczył.
Gdy diabeł zwycięży przyznać wam muszę,
Chłop będzie musiał oddać mu duszę.
Lecz jeśli ten zadaniom sprosta-
Córka przeżyje. Zasada jest prosta.
Pierwsze zadanie tyczy się miary.
Z tym że urwiska, anie byle szpary.
Bez żadnych podziałek obliczyć trzeba
Jak daleko od szczytu znajduje się gleba.
Chłop stanął na szczycie i wędkę zarzucił.
Wnet coś tam liczy, coś dodał, coś skrócił.
Potem udzielił on odpowiedzi.
Dokładnej i dobrej, ku woli gawiedzi.
Drugie zadanie, ostatnim też było.
A gdyby kto pytał, to ryb się tyczyło.
Na to zadanie miał chłop godzinę.
A ryb miał złapać tysiąc z tuzinem.
Tak więc gdy diabeł przybył po czasie,
Przyjrzał się rybom- całej ich masie.
Tysiąc naliczył, dwunastu brakuje.
Myślał że rybak go oszukuje.
Wtem chłop koszulę na bok odrzuca
I pierś wskazuje tam gdzie ma płuca.
"Już wam mówiłem, ja słowa nie złamie.
Ryb tu mam tuzin, tatuaż nie kłamie.
Diabeł ze złości aż czapkę wyżymał.
Lecz córkę uzdrowił i słowa dotrzymał.
Wtenczas, nasz rybak na pomysł wpadł głupi:
Pomyślał że diabła on ukatrupi.
Zabrał mu widły i pchnął go do wody.
Aż cud że dał rade, bo jest już nie młody.
Lecz widły swą mocą chłopa biednego
W demona zmieniły, oj bardzo wrednego.
Stwór głośno zaryczał i się przedstawił,
Lecz długo w tym miejscu on nie zabawił.
W płomieniach zniknął ten stwór plugawy,
By zło swe szerzyć i szukać zabawy.
Chciałbym cię ostrzec czytelniku drogi,
Przed tym demonem co ból niesie srogi.
Lecz imienia jego wspomnieć nie mogę,
A lęk ono budzi i wielką trwogę.
Wskazówką będzie drogi przyjacielu
Cytat ten krótki: "Albowiem jest nas wielu"


Mission complete, czy sprostałem wyzwaniu oceńcie sami.


"Muza" Rozdział 1. Wizyta. 2013-12-05

Tajemnica


W związku z pewną propozycją, albo raczej konsultacją, postanowiłem wstawić coś nieco dłuższego podzielonego na rozdziały,zachęcam do śledzenia biegu wydarzeń i do oceniania. Przypominam, krytyka również tolerowana.


Rozdział 1. Wizyta.


Jakiż to psikus losu marnego,
 nie dać poecie tematu dobrego.
Ten trudzi się i w znoju zaciekle szuka,
A pomysł do drzwi jego wciąż nie zapukał.
Tak więc poeta wściekły bezradnością
Chwyta za pióro i patrzy z zazdrością
Na księgi wielkie wytwornych poetów,
Na tęgie tomiki tych wierszokletów.
Aż w końcu znudzony tym ciągłym myśleniem,
Siadł przy kominku i z czystym sumieniem
Rzekł tak do siebie: "Tyś młody i zdrowy,
Temat wymyślisz ciekawy i nowy"
Wziął oddech głęboki i ruszył na łowy,
By wenę odnaleźć w zakątkach swej głowy.
Już idea się rodzi, już myśl mu świta,
Już w locie tematy kolejno nowe wciąż chwyta.
Aż nagle los marny z poety zaszydził,
Kawału by chochlik się nie powstydził.
Gdy w głowie pomysłów artysta tak szukał,
Ktoś stanął u progu i głośno zapukał.
Wtenczas jak zwierz, hałasem spłoszony,
Uciekły pomysły- Poeta zeźlony,
Wstaje od pióra,zębami zgrzyta
"Kogo diabeł nasłał?" w duchu się pyta.
Chwycił za klamkę i otwiera wrota,
I stanął jak wryty. Toż ci dziwota,
Stoi jak żywa przed jego oczami
Istota tak piękna z powabnymi włosami.
"Anioł toż ci czy sukub"- w duchu poeta się pyta.
Tak stać i patrzeć- ot myśl jego skryta.
I ze snu na jawie głos go wybudził.
Głos który w życiu by go nie znudził.
Tak, piękna istota rzeknie do niego:
"Czy mogę wejść panie do domu twojego?"
Artysta jak w szoku, kiwnął tylko głową
I modlił się by panna uraczyła go swą mową.
Tym głosem anielskim, że odchodzi aż trwoga,
Co w parze z urodą jest darem od Boga.
Gdy go mijała, jak cios obuchem,
Poczuł perfumy roztarte za uchem.
"Do stołu w salonie usiądźmy może?"
Wycedził poeta. "Ach dzięki ci Boże!"
W ciszy poeta tak rzecze do siebie.
A był on duchem już w siódmym niebie.
Już w międzyczasie Herbaty zaparzył.
O pannie przepięknej bez przerwy marzył.
I stanął przed cudem od Boga mu danym.
Przedstawił się głosem tak z serca rozgrzanym.
Panna ujęła dłoń jego skromnie.
Oj ucieszył go gest bardzo ten przeogromnie.
Borealis Aurora. Ot cud, cudem zwany.
Jej urok jak zorza, on w blasku skąpany.
Tak to rozmowa powoli się toczy.
Ona mu prawi,on patrzy jej w oczy.
Aż w końcu dotarli do sedna sprawy.
"Pomocy ja szukam mój panie łaskawy"


Ciąg dalszy nastąpi, jak to w filmach bywa. Mam nadzieję że początek się podoba, w trakcie pisania, robiłem przerwy, więc niektóre fragmenty mogą nieco odbiegać od reszty.


"Szkoła aniołów" i "Ukochana" 2013-12-04

Samotność
Szkoła aniołów

Na starej szafie, na najwyższej półce
Leży sobie książka o anielskiej szkółce.
Ta księga wspomina o anielskiej szkole,
Którą od innych po tysiąckroć wolę.
Są tam i ludzie i aniołów gromada,
Która pomoże każdemu kto w kłopoty wpada.
Gdy kiepsko ci idzie i pomocy ci trzeba,
One ci pomogą- niczym manna z nieba.
Ten anioł nie różni się od innych dzieci,
Lecz gdy potrzebny, z pomocą przyleci.
*


Ukochana


Twój uśmiech jaśniejszy, niż gwiazdy na niebie.
A świat byłby mroczny bez kwiatów i ciebie.
Od wszystkich motyli tyś jest piękniejsza.
Od każdej róży jesteś cudniejsza.
Tyś darem od Boga zesłanym na ziemie.
Żaden mężczyzna nie wart jest ciebie.
Bogini masz uśmiech, a anioła oczy,
Włosy powabne i głos tak uroczy.
Ty chyba zeszłaś tu do nas z nieba,
By mieć taki urok, aniołem być trzeba.
*


Jako że krótkie, to wrzuciłem 2, nie wiem jak je ocenicie, ale, chciałbym zaznaczyć ze są one z czasów gimnazjum.


Sen o aniele 2013-12-03

Tajemnicze spodkanie
Powiedzcie mi ludzie, wszyscy na świecie.
Cóż o aniołach z podań wy wiecie?
Mówią, że skrzydła na plecach lśnią białe,
Że aureola, jak złota kawałek,
Nad głową im świeci przepiękną poświatą
I duszę w dobro mają bogatą.
Lecz szczerze powiedzcie i bez zawahania.
Jakby to były grzechów wyznania.
Kto z was już widział to cudo natury?
I na nic mi rzeźby, na nic marmury.
Nikt się nie zgłasza. Tak jak myślałem.
Lecz powiem wam szczerze ja go widziałem.
Idąc po lesie, bez weny, bez życia.
Czuję ktoś zerka na mnie z ukrycia.
Tak więc ze smutkiem, na twarzy i w duszy,
Że temat żaden nie chce mnie ruszyć,
Powoli staję i głowę obracam.
Coś za mną w krzakach się jakby przewraca.
Więc bez namysłu, ni chwili wahania,
Podchodzę i zerkam- tam piękna łania.
Szarpie się w trawie, jakby związana.
Patrzę... Tam noga w jeżyny wplątana.
Powoli ręką do niej sięgnąłem
I z cierni nogę sarence wyjąłem.
Ta wstała i tyle, ni z miejsca nie ruszy.
A w nogach kolce- jak bełty z kuszy.
Przysiadłem grzecznie i po chwili skubania
Od bólu i cierni wolna była łania.
Wiem. Zapytacie gdziem zgubił anioła?
"Co nam po sarnie" Ktoś z tłumu zawoła.
Ja na to grzecznie głosem spokojnym:
"Toż przecież prawie o tym cudzie dostojnym."
Po uwolnieniu od bólu i trwogi
Zbawione zwierze za pas wzięło nogi.
Ja także ruszyłem, na sercu z radością.
Wtem ją spotykam, tak powiem waszmością.
Wpierw pióro gołębie na mym barku spoczęło,
I słońce wyjrzało, w lesie wiatrem targnęło.
Wnet zza pnia starego, co late jego nie zliczę,
Ujrzałem anioła pięknego oblicze.
Cudowna niewiasta skąpana w blasku,
Zbliżyła się do mnie bez liści szelestu, ni gałęzi trzasku.
Dłoń mą ujęła i w oczy spojrzała.
O nic, już więcej ma dusza nie dbała.
W jej ślicznym spojrzeniu utonąć człek może,
A dotyk tak miękki... "Ach dzięki ci Boże!"
Po chwili, czy latach- tego wam nie powiem,
Czas stracił już dla mnie znaczenie swe bowiem.
A anielica- co i z sukubem się równa urodą-
Puściła dłoń moją i znikła za kłodą.
Wtem jam się przebudził, bo sen to był szczerze.
Sen nie byle jaki, ja mocno w to wierzę.
Bo gdy oczy przetarłem i blask słońca ujrzałem,
Coś do mnie dotarło, coś w ręce trzymałem.
Gdy dłoń rozwarłem, wnet słyszę coś w duchu:
"Dziękuję za pomoc szczodry mój druhu."
Co w ręce jam trzymał? Zgadnijcie wy sami.
Podpowiem jedynie: "Ma związek z ptakami".


Bezsenność 2013-12-02

Początek przygody
Już ciemno za oknem, już północ wybija.
Już wszyscy śpią w łóżkach, w snach czas im mija.
Lecz jedna to dusza, to jedno istnienie,
Wciąż spać nie może, ja tego nie zmienię.
W krainę marzeń, do świata cudów
Chciałby się udać, miast zdychać nudów.
Już liczy owieczki i całe ich stada,
Lecz zasnąć nie może, oj biada mu, biada!
Kolejno godziny już zegar wybija.
On spać wciąż nie może i czas mu tak mija.
Dręczy go smutek i nudne czekanie,
A już prawie ranek, już prawie śniadanie.
Czyjaż to sprawka ten żart okrutny?
Kto mu zgotował ten psikus tak smutny?
Czy płakać, czy śmiać się, nie ma pojęcia.
Jak cel ma osiągnąć- w snów wpaść objęcia?
Cóż starczy namysłów, starczy już łkania.
Chwycił z pióro bez zastanawiania.
Sięga po zeszyt, lecz cóż to? Go nie ma.
Patrzy... Jest zeszyt, lecz skąd wziąć temat?
Po chwili namysłu, usiadł i skrobie:
O bezsenności, jak pomóc ma sobie.
Już kartkę zapisał, po drugą już sięga,
Już trzecia i czwarta, toż prawie już księga.
Tak oto tworzy długą historię
O przykrym swym losie wysnuwa teorie.
Nawet rozwiązań problemu swojego
Wymyślił wiele lecz cóż to z tego?
Tak to pisanie go pochłonęło,
Że o śnie zapomniał, już mu minęło.
O snach nie marzy, bo tworzy je właśnie.
Na kartkach papieru powstają baśnie.
To smoki, to zamki, to wielcy rycerze.
Za chwilę statki i uczty w plenerze.
Kartek brakuje? Cóż problem to mały.
Wstał z łóżka po zeszyt lecz wpadł w opały.
Dwa kroki zrobił, lecz co to się dzieje?
On się potyka, ktoś z boku się śmieje?
Jakby się odbił, wstał szybko jak strzała.
Patrzy dokoła, toż sprawa nie mała.
Tuż przed nim jak stoi, toż jakaś istota.
Nie wiem czym jest lecz zna się na psotach.
To w śmiech, że nogi podhaczy na wstępie,
To kartki zabierze i patrzy posępnie.
"Tylko je podrzyj"- do stwora tak rzecze,
"A jak cię dorwę to tyłek zapiecze"
Ni chwili czekając, jak tygrys wściekle,
Się rzucił poeta za stworem zaciekle.
To stwór ucieka i figle płata,
Poeta złorzeczy i go ni skrzata.
Rzekłbym co dalej, lecz cóż to? Niestety...
Kartka się kończy, a daleko mój zeszyt.
Więc śpijcie spokojnie, a z bohaterami?
To moi drodzy wyśnijcie już sami.


Powitanie 2013-12-01

Witam, moja przygoda z blogiem dopiero się zaczyna więc liczę na wsparcie z waszej strony, i nie zdziwcie się że kieruje te słowa prosto do was zamiast pisać o sobie,m bowiem blog ten tak właśnie ma działać, pisze go dla was a nie dla siebie. W sumie zawsze mi się wydawało ze po to są blogi. Jest jeszcze jedna rzecz o jaką chciałbym was poprosić, to wyrozumiałość. Powinniście wiedzieć o czym jest ten blog, a dla tych co nie wiedzą to jest to blog poetycki, i zamieszczane będą tutaj wiersze mojego autorstwa, niestety natura zrobiła sobie pewien psikus i obdarzyła mnie darem dysleksji. Wielu ludzi uważa to za wymysł ludzi na tyle leniwych ze nie chce im się nawet zajrzeć do słownika, nie mam zamiaru się o to kłócić, każdy ma swoje zdanie, ale właśnie w związku z moim przypadkiem proszę jeszcze raz o wyrozumiałość i powiem wprost nie boję się ostrej krytyki, mam dystans do siebie a taka krytyka jedynie motywuje mnie do działania. Bardzo chętnie przedstawiłbym wam na szybkości jeden z wierszy lecz jako ze mam nie wiele czasu, pierwszy utwór pojawi sie prawdopodobnie dopiero jutro, przynajmniej taką mam nadzieje.                            Okami


e-blogi.pl
http://www.youtube.com/watch?v=5juc6fmgylw&autoplej=1&kolorek=121b56&lup=1&typek=2
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]